chce umrzeć sposób najbardziej bezbolesny
Tłumaczenia w kontekście hasła "ktoś umrzeć" z polskiego na angielski od Reverso Context: Zasady są takie same, zabić wszystkich stickmen bez pozwalając im zobaczyć ktoś umrzeć!
W jaki sposób można odebrać sobie życie? 2010-11-02 10:17:00; Znacie jakis bezbolesny i szybki sposób na śmierć? 2012-08-11 14:11:44; Chcę odebrać sobie życie. 2011-02-08 16:49:08; Jaki jest najszybszy i najbardziej bezbolesny sposób wykonywania kary śmierci? 2012-01-15 22:27:18; W jaki bezbolesny sposób można popełnić
Psychoterapeutka zwraca uwagę na to, że istotną kwestią jest pozwolenie dziecku na podjęcie decyzji o tym, czy chce uczestniczyć w pogrzebie zmarłej osoby. – W rozmowach o śmierci ważne
„Haiti przeżywa chwile przemocy i ogromnego cierpienia. Stawiamy czoło kolejnym nowym wyzwaniom ubóstwa, które powoduje masowy exodus ludzi pragnących znaleźć szansę na lepsze życie” – powiedział w rozmowie z Radiem Watykańskim abp Pierre-André Dumas. Hierarcha zwraca uwagę, że w kraju miliony ludzi nie mają co jeść, a warunki ich życia są dramatyczne. Duchowny
Strzał w skroń nie zawsze jest śmiertelny. Zdarzało się bowiem, że kula prześlizgiwała się po płacie czołowym i uszkadzała mózg w tak niewielkim stopniu i w takim miejscu, że delikwent przeżywał, wegetując na łasce rodziny do końca marnego życia. Nikt obeznany z bronią, kto chce naprawdę się zabić nie strzela sobie w skroń.
nonton drama china sunshine of my life sub indo. Czego nie robić, kiedy masz doła? Każdy czasami ma doła. Chandrę, depresję, gorszy dzień, pecha - jak zwał tak zwał. Najgorszy dzień, kiedy wszystko jest najgorsze, a człowiek czuje się najgorzej. Zdarza się. Niekiedy bez powodu, a czasami jest wynikiem wcześniejszych wydarzeń. Pisałam jakiś czas temu, o sposobach na doła. Teraz chciałabym napisać, czego nie robić, kiedy masz doła. 1. Nie niszcz. Nie niszcz siebie, innych ludzi, przedmiotów. Nie rzucaj talerzami, nie wal pięścią w ściany i nie wyżywaj się psychicznie na sąsiadach. Nawet jeżeli przyniesie ci to jakąś ulgę, to nie warto, bo szkody będą nieporównywalnie większe od zysków. Plus możesz trafić do aresztu za wandalizm albo do psychiatryka jako niepoczytalny i potencjalnie niebezpieczny dla siebie oraz otoczenia. Jakkolwiek głęboki byłby dół, jak bardzo dotkliwy byłby ból - nie niszcz. Źródło: 2. Nie stosuj używek. Jasne, że jednorazowe upicie się do nieprzytomności prawdopodobnie cię nie zabije. Może nawet pomoże odreagować. Ale moim zdaniem to jest utrwalanie złych ścieżek. Budujemy sobie w ten sposób skojarzenie: jest źle - trzeba się napić. A to już może być pierwszy krok do poważniejszych problemów. Analogicznie narkotyki czy objadanie się również nie są dobrym pomysłem. Raz że sobie szkodzisz, a dwa że wyrabiasz sobie toksyczny sposób reagowania. Źródło: 3. Nie zwierzaj się każdemu Wygadanie się i wypłakanie samo w sobie przynosi ulgę i pomaga. Na dodatek pojawia się też opcja, że otrzymamy wsparcie psychiczne lub dobrą radę. Warto dzielić się z ludźmi nie tylko radością, ale również swoim smutkiem. Tylko tych ludzi trzeba bardzo dobrze wybierać. Opowiadając w stanie roztrzęsienia o swoich najbardziej osobistych i bolesnych sprawach przypadkowym, niegodnym zaufania ludziom może się źle skończyć. Sama po sobie wiem, że pokusa żeby wypłakać się komukolwiek jest silna, ale warto uważnie dobierać sobie powierników. To samo dotyczy również zachowań w sieci. Jeżeli koniecznie chcesz wrzucić przeraźliwie smutny obrazek na fejsbuka, chociaż zmień ustawienia prywatności żeby nie każdy pierwszy lepszy przypadkowy przechodzień na twoim profilu go widział. 4. Nie obwiniaj się Źródło: Nie obwiniaj się o swój zły nastrój. Jeszcze bardziej sobie dowalisz w ten sposób. Warto uwierzyć, że mamy prawo czasami czuć się źle. Że mamy prawo czasami płakać i nie mieć ochoty na nic. Nie obwiniaj się też jeżeli twój nastrój jest wynikiem popełnionych przez ciebie błędów. Każdy popełnia błędy. Możesz za nie przeprosić, spróbować naprawić i postarać się nie popełniać ich więcej. Ale nie obwiniaj się. I tak już za późno i nic nie zmienisz. Możesz jedynie jeszcze bardziej pogrążać się w smutku, a to nie ma sensu. Nie zaniebuj Wiadomo, że jak człowiek ma doła to nic mu się nie chce. Nie ma do niczego serca ani siły i wszystko jest takie kompletnie bez znaczenia. I pogrążanie się w tym stanie wcale nie poprawi naszego nastroju, co więcej spowoduje nagromadzenie problemów i obowiązków. Lepiej jest w miarę możliwości zmusić się jednak, żeby jeść, myć zęby, chodzić do pracy i karmić chomika. Zajęcie się czymś i poczucie obowiązku mnie akurat trochę pomaga przetrwać trudny czas. I kiedy dół minie nie ma ryzyka, że moje zaniedbania i spiętrzone obowiązki wpędzą mnie w kolejny dołek. Owszem jak mam gorszy czas daję sobie taryfę ulgową, ale taryfa ulgowa to nie jest wolne od życia. Nie podejmuj ważnych decyzji, jeżeli nie jest to konieczne Zarówno druzgocący smutek, jak i euforia nie są najlepszymi doradcami. Podejmowanie ważnych decyzji pod wpływem silnych (pozytywnych bądź negatywnych) emocji może być fatalne w skutkach. Jeżeli to możliwe lepiej poczekać z decyzją do czasu, aż nastrój się ustabilizuje. Chociaż podczas doła często mamy ochotę rzucić wszystko w cholerę, warto się powstrzymać. Nie rezygnuj z pracy ani szkoły, nie rozstawaj się z narzeczonym, nie sprzedawaj ani nie kupuj mieszkania, nie przekazuj całej swojej fortuny na cele charytatywne - poczekaj z tymi działaniami do czasu, kiedy kierować będzie tobą coś innego niż rozpacz i przygnębienie. Bardzo możliwe, że później kiedy dół minie będziesz żałować tych decyzji. Nie myśl, że to już tak na zawsze Nic nie trwa wiecznie. O ile depresja zazwyczaj trwa dopóki nie zostanie wyleczona, to tzw. dół często mija samoistnie, tak samo jak samoistnie się pojawił. Trzeba tylko trochę czasu, trochę cierpliwości, wyrozumiałości dla siebie i przyjaznych warunków. Stan przygnębienia nie będzie trwał wiecznie i warto sobie o tym codziennie przypominać. To wszystko minie. Teraz możesz czuć się najgorzej, ale to tylko przejściowy etap i niebawem możesz poczuć się najlepiej, a przynajmniej normalnie. Świadomość, że ból w końcu minie mnie osobiście pozwala lepiej znosić zarówno niedogodności ciała, jak i ducha. Nie wzbraniaj się przed wizytą u specjalisty Źródło: Wiele osób bagatelizuje swój gorszy nastrój wmawiając sobie, że to przecież nic takiego. I zazwyczaj rzeczywiście mają rację. Jednak wizyta u psychologa lub rozmowa z terapeutą nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Specjalista pomoże ci poradzić sobie z chwilowym obniżeniem nastroju, które nie jest żadną chorobą ani niczym niepokojącym. Albo uspokoi cię, że nie ma powodu do obaw, bo to żadna depresja i po prostu czasami tak bywa. Ale jeżeli coś jest nie tak specjalista szybko to wychwyci, a im szybciej rozpocznie się działanie tym szybciej można pozbyć się utrudniającej życie depresji. Nie bój się, że psycholog wyśmieje cię, że wymyślasz sobie. Nic takiego nie nastąpi.
Poniżej przesyłam listę tabletek, których wzięcie w dużej ilości pozwoli Ci w łatwy i bezbolesny sposób zabić się. Mam wielu znajomych, którzy z tej metody skorzystali, więc jeśli chcesz iść za ich przykładem to czytaj dalej. Możesz być spokojny – metody o których piszę są pewne i ostateczne. Ściemniałem. Nie znajdziesz tu porad jak się zabić. Zanim zamkniesz tą kartę – posłuchaj. Nie wykorzystałem szansy, żeby pogadać i być bliżej Mam kilku znajomych, którzy to zrobili. Chcę wspomnieć tylko o jednym z nich. Bartek był radosnym chłopakiem. Zapamiętałem go jako gościnnego, uśmiechniętego od ucha do ucha chociaż wyraźnie zamyślonego. Śmiał się w towarzystwie najgłośniej ze wszystkich. Chętnie wchodził w nowe środowiska, zależało mu na tym by robić coś pro publico bono. Czasami rozmawialiśmy, wiedziałem o tym, że ma problemy. Przypadkiem dowiedziałem się o problemach znacznie większych niż te, o których mi mówił. To skomplikowana historia ale dowiedziałem się tego od kogoś, kto nie znał go osobiście. Ponieważ nie byliśmy z Bartkiem jakoś specjalnie blisko, miałem poczucie, że gdybym wspomniał o tym czego się o nim dowiedziałem to podważyłbym zaufanie osoby, której się zwierzył. Dlatego nie zrobiłem nic. Żałuję. Bartek się zabił. Skoczył pod pociąg. Mógłbym pisać słodkie pitu-pitu o tym co by było gdyby żył. O tym, że miałby dziewczynę/żonę i układał sobie życie. O jego stabilnej sytuacji finansowej. Przecież wszystko by się mu jakoś ułożyło. Zawsze tak jest. Gówno prawda. Nie wiem w jakiej sytuacji był. Z pewnością były to problemy ekstremalne z którymi nie mógł sobie sam poradzić. Nie potrafię sobie wyobrazić jakie uczucia mu towarzyszyły i co go ostatecznie skłoniło do tego, aby tego dnia wstać wcześniej i zamiast iść do szkoły pójść na torowisko. Nie wiem też jaka byłaby jego przyszłość. Wiem tylko jedno – teraz już się nigdy tego nie dowiem. Żałuję, że wtedy mając wiedzę większą niż inni nie skorzystałem z tego, że znam go osobiście. Mogłem pogadać, częściej się z nim spotykać. Towarzyszyć mu. Poszedłem na łatwiznę i teraz mogę się tylko tłumaczyć, że nie wiedziałem jaki będzie tego finał. Wiem, że wobec tego co się stało każde słowo to będzie za mało, ale z braku słów powiem jedno – przepraszam. Zawiodłem. Przypadki tylko w gramatyce Nie znamy się. Trafiłeś na tego bloga przypadkiem, ale wierzę mocno w to, że przypadków nie ma. Mam do Ciebie prośbę. A w zasadzie dwie. Nie szukaj kolejnej strony z poradami „jak się zabić”. Jeśli to silniejsze od Ciebie to załóż sobie teraz (jeśli mówię teraz mam na myśli TEN KONKRETNY MOMENT) blokadę na strony, na których możesz znaleźć odpowiedź na to pytanie. Lepiej żebyś nie wiedział jak to się robi, bo z tą wiedzą będzie jeszcze trudniej. Druga prośba jest trudniejsza i zdaję sobie sprawę z tego, że będzie wymagała od Ciebie odwagi. O taką odwagę chciałbym Cię prosić. Poniżej znajdziesz kilka numerów. Weź w rękę telefon i zadzwoń. Wciśnij słuchawkę i poczekaj. Nie tylko dwa sygnały. Czekaj do skutku, aż usłyszysz głos w słuchawce. I nie rozłączaj się, pogadaj. Powiedz o tym co Cię zżera od środka. Zrzuć ciężary z pleców. Zaufaj. 116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym (godz. 14-22) 116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (godz. 14-22) 800 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia” (całą dobę) 800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej 19 288 – Telefon Zaufania (godz. 20-8, całodobowo w weekendy i święta) 42 630 11 02 – Telefon interwencji kryzysowej (całą dobę) Gdybyś szukał duchowej pomocy pod adresem znajdziesz kapłana, który czeka na Twój telefon. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku! Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund. Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
Dwoje cudownych dzieci, kochający mąż, piękny dom… Czego można chcieć więcej? Miała wszystko, a mimo tego pragnęła umrzeć… Poznałam ją dawno temu, jeszcze jako małą dziewczynkę. Zaprzyjaźniłyśmy się. Później wyprowadziła się i kontakt się urwał. Jeszcze jako nastolatki spotkałyśmy się kilka razy. Potem nie dawała znaku życia. Od wspólnych znajomych dowiedziałam się, że skończyła studia, wyszła za mąż. Następnie ślad po niej zaginął… Dwa lata temu zobaczyłam w Internecie apel o pomoc. Rysy twarzy znajome, imię pasowało, tylko te oczy… Takie nie jej… Smutne, zrezygnowane, przygnębione… Byłam przerażona. Dawna przyjaciółka walczyła o życie… Walkę wygrała, choć przyznała mi, że pragnęła z całych sił umrzeć… Dlaczego? Poczytajcie… – Początkowo nie wierzyłam, że to się dzieje – napisała mi w mailu – Przecież jestem młoda, silna, tylko ból głowy mi dokuczał. Migrena pewnie… Niestety dawnej koleżance przyszło się zmierzyć z nierównym wrogiem – nowotworem. Walka była ciężka: kilka operacji, chemioterapia, radioterapia… Długie dnie, tygodnia i miesiące spędzone w szpitalu. – W pewnym momencie byłam tym wszystkim bardzo zmęczona. Nie mogłam już znieść wzroku moich dzieci, które niewiele rozumiały, ale bały się bardzo. Pogodziłam się, że umieram i chciałam umrzeć jak najszybciej. Mieć to już za sobą… Nie potrafiłam zrozumieć jej słów. Było to dla mnie nielogiczne. Zawsze wydawało mi się, że człowiek walczy do końca. Szczególnie, jeśli ma małe dzieci i jest młody. Myślałam, że jest to wystarczająca motywacja Ja chciałabym jak najdłużej zostać przy swoich dzieciach. Walczyłabym do końca… Zresztą trochę doświadczeń mam już za sobą i wiem, że bardzo chcę żyć… – Naprawdę? – spytała i zaczęła wyjaśniać – Dopóki byłam w domu walczyłam jak lwica. Robiłam codziennie setki zdjęć. Takich wspólnych z dziećmi, bo wcześniej to tak jakoś mało mnie na zdjęciach było. Ja mam niewiele zdjęć swojej mamy, chciałabym, aby one miały więcej. Później wszystko toczyło się szybko i nic prócz bólu nie pamiętam. I nie chodzi o ból fizyczny. Ten mijał po lekach… Cierpiałam najbardziej widząc je – zagubione i przestraszone. Ciągle myślałam, jak sobie poradzą beze mnie. I tak bardzo wierzyłam w to, że umieram, że aż umrzeć chciałam… Nie byłam w stanie wyobrazić sobie, co można czuć w takiej sytuacji. Zastanawiałam się, czy można jakoś poukładać swoje życie, jeśli wie się, że nie ma zbyt dużych szans na wyzdrowienie. Czy można choć w minimalny sposób przygotować dzieci? Nie wiedziałam, co myśleć… – W pewnym momencie spotkałam inną dziewczynę z podobną diagnozą. To ona pomogła mi się podnieść. – pisze dalej – Najpierw uświadomiła mi, że muszę się przygotować na śmierć. I nie chodzi tu o wymiar duchowy. Tylko tak całkiem ludzko. W coś mnie muszą przecież potem ubrać. Dzieci powinny mieć po mnie jakąś pamiątkę. Zaczęłam pisać listy do moich córek z różnych okazji. Na Urodziny, Święta, Pierwszą Komunię, a nawet Ślub. Pochłonęło mnie to całkowicie, że aż zapomniałam, że chcę umrzeć. Miałam jeszcze tyle spraw do załatwienia. Nie zauważyłam też początkowo, że wyniki są coraz lepsze i czuję się lepiej. Potem wszystko nabrało tempa i żyję… Przyjaciółka dziś czuje się dobrze. Wyniki badań ma dobre. Jedynie włosy ma krótsze niż wcześniej. Do dziś trzyma listy do swoich córeczek. Nie wyrzuca ich na wszelki wypadek. Mnie też zachęciła bym choć jeden list pożegnalny napisała. Po co? Jej mama zmarła nagle i ma niewiele pamiątek po niej. Taki list jest na całe życie – pisze. Ja jednak nie chcę kusić losu, by owy list uczynił przydatnym… chcę umrzeć
Dzień dobry, Doradzałabym wizytę u psychiatry, gdyż opisane objawy wymagają konsultacji lekarskiej. Bardzo szkoda, że nie wiele napisała Pani o swoim problemie. Na podstawie tak krótkiego opisu nie mogę stawiać diagnozy i istnieje możliwość, że może Pani cierpieć np. na depresję, której dosyć często towarzyszy samookaleczanie. Zastanawia mnie to, co niedobrego dzieje się w Pani życiu obecnie i co powoduje w Pani pragnienie śmierci. Sądzę, że dobrym pomysłem byłaby również wizyta u psychologa psychoterapeuty, gdyż potrzebuje Pani wsparcia i najprawdopodobniej terapii. Mam nadzieję, że podjęcie leczenia umożliwi Pani wyjście z kryzysu. Pozdrawiam serdecznie, Katarzyna Kulczycka
napisała • 01/01/2014 • Varia Ja też miałam kiedyś takie dni, że szukałam narzędzia. Tak, tego narzędzia. Narzędzia, które miało rozwiązać wszystkie moje problemy. Bo wydawało mi się, że przez te problemy ja już jestem skończona. Że już sobie nie poradzę. Że nie dam rady. Kurrrwa! Że pech chciał, że znowu trafiło na mnie! Że jak długo można tak ciągle pod górkę! „Życie. Jebane kurwa życie!” – myślałam. „Nie dam już dłużej rady. Japierdolękurwamać!” „Ileż można!” Ty masz pewnie też już dosyć. „Zabić się. Zabić. Zabić. Zabić.” – wibrują te słowa w Twojej głowie jak płot pneumatyczny. Bezboleśnie. Szybko skutecznie. Już. teraz. „Samobójstwo.” – powtarzasz to słowo po raz setny w swoich myślach. Nie dziwię Ci się. Każdy ma swoje granice. Ale wiesz co. Pomyślałam właśnie sobie, że to byłoby zupełnie bez sensu tak się poddawać. Bo ja wiem, że Ty kiedyś wszystkim pokażesz, na co Cię stać. Dokładnie tak jak ja pokazałam co potrafię i wygrzebałam się z gówna, w które kiedyś weszłam. Tak po prostu. Bo Ty naprawdę jesteś silniejszy niż się innym wydaje. I to co czujesz właśnie w tym momencie jest tym szczytem, z którego zejdziesz o własnych siłach i staniesz dumnie przed lustrem i powiesz: „Warto było walczyć. O siebie.” Chcę Ci jakoś pomóc. Nie wkurwiaj się na mnie. „Znowu, kolejna osoba, które pierdoli od rzeczy i myśli, że jest matką teresą i zbawi mnie od wszystkiego”. Tak pewnie sobie teraz myślisz. I masz prawo tak myśleć. Pamiętaj, że ja w Ciebie wierzę. Teraz pewnie wyda Ci się to głupie, co zostawię parę linijek niżej. Ale to nie jest głupie. Zaufaj mi. „Zaufaj? Łatwo Ci, kurwa, powiedzieć.” – tak pomyślałeś teraz? To samo bym pomyślała. A jednak, jestem teraz po tej zajebistej stronie mocy i piszę do Ciebie. Tak, właśnie do Ciebie. Pokazuję moim paluchem w Twoją stronę. Dasz radę. Uwierz w siebie. Choćby to miał być ten ostatni raz. Samobójstwo? To nie dla Ciebie. To nie dla mnie. Zaufaj mi. Odebrać sobie życie jest łatwo. Ale to niczego nie kończy. To zostawia innych z ciężarem, którego mogą nie unieść. Nie możesz im tego zrobić. Sorry. Zresztą, po co? To nie byłoby w Twoim stylu. Ja w Ciebie wierzę. Bierz telefon i dzwoń do nich. Po prostu bierz do ręki telefon. To pomaga. Serio. Wiem coś o tym. Zajebiści ludzie. Oni pewnie też byli kiedyś w ciemnej dupie. Jak każdy. Jak ja. Jak Ty. 116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym 22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna 116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia” 800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej Trzymam za Ciebie kciuki. Wiem, że wyjdziesz z tego. Ja to po prostu wiem :-)
chce umrzeć sposób najbardziej bezbolesny